Niema mowa sztućców

Wojciech S. Wocław

Odkładanie sztućców na talerz to jeden z tych tematów, które omawia się w każdym poradniku do savoir-vivre’u. I jak to z takimi tematami bywa, narosło wokół niego mnóstwo legend i mitów. Lektura niektórych tekstów i grafik, na które nietrudno trafić w Internecie sugeruje, że sztućcami należy się posługiwać niczym jakimś alternatywnym alfabetem, opisując swoje przeżycia, wrażenia i stany emocjonalne.

„Doskonale”, „nie smakowało mi”, „pora na kolejne danie”, „dziękuję” — to tylko niektóre z komunikatów, które autorzy takich rad proponują formułować poprzez odpowiednie ułożenie sztućców. Pośród takich propozycji można znaleźć wskazówki, by nóż z widelcem układać na krzyż albo ostrze noża wkładać pomiędzy zęby widelca. Nie widzę ani potrzeby takich działań, ani tym bardziej ich sensu.

Elegancja polega na prostocie. Życia nie należy zanadto komplikować, gdyż często na co dzień bywa wystarczającym wyzwaniem. Z tego powodu przy użyciu sztućców przekazujemy dwa podstawowe komunikaty: „przerwa” i „koniec”. Jeśli w trakcie jedzenia chcemy zrobić krótką pauzę lub dołożyć sobie jakiejś potrawy – odkładamy sztućce w kształcie litery A.

Nie trzeba łączyć zębów widelca z końcówką noża, choć w tym kontekście w różnych źródłach można trafić na różne opinie. Niektórzy podpowiadają nawet, aby widelec kłaść nad nożem. Rozbieżności dotyczą również tego, czy w takiej pozycji odkładać widelec zębami w dół czy do góry. Osobiście, kiedy przerywam jedzenie, odkładam go zawsze zębami w dół.

Jeśli chcemy zasygnalizować, że skończyliśmy jedzenie, odkładamy sztućce na „dwadzieścia po czwartej”. Najpierw widelec, a nad nim nóż, skierowany ostrzem w stronę widelca. Widelec leży w tej pozycji „na plecach”, czyli zębami w górę. Tak jest elegancko. Anglicy na zakończenie jedzenia kładą widelec na 18.30, czyli prostopadle to krawędzi stołu, przy której się siedzi.

Ot cała filozofia. Jeśli nam nie smakuje, jeśli uważamy, że podano nam danie złej jakości, to prosimy kelnera i komunikujemy mu to wprost. W restauracji płacimy za danie i mamy prawo oczekiwać odpowiedniej jakości. Nie ma potrzeby dawania sobie potajemnych znaków, które ktoś może odczyta, a może nie.

Na przyjęciach — czy to prywatnych, czy biznesowych — wszystko nam oczywiście smakuje. Nie stawiamy się w roli sędziów czy krytyków kulinarnych. Nawet pytani przez gospodarzy, czy nam smakowało — takie pytanie, dodajmy od razu, nie jest w dobrym tonie — odpowiadamy w zgodzie z prawdą, że oczywiście! Bo cóż innego chce usłyszeć autor dań? Co chce słyszeć nieszczęśnik, który po wyjściu od fryzjera dopytuje wszystkich, czy ładnie mu/jej w nowej fryzurze? Odpowiedź, ze tak!

Na koniec dodajmy jeszcze, że raz podniesione ze stołu i użyte sztućce nigdy nie trafiają na niego z powrotem. Odtąd odkładamy je już wyłącznie na talerzu. 

Wojciech S. Wocław

Menu