Kiedy bić brawo w filharmonii?

Wojciech S. Wocław

Początek stycznia to tradycyjny czas koncertów noworocznych. Od pierwszego dnia nowego roku w wielu miejscach, począwszy od Złotej Sali Musikverein w Wiedniu, rozbrzmiewają więc popularne walce, polki i marsze, muzyka familii Straussów, Zelera, Suppégo. W tym roku, niestety, możemy ich słuchać najwyżej online albo za pośrednictwem radia i telewizji… W oczekiwaniu na szczęśliwy powrót do sal koncertowych, odpowiedzmy na tytułowe pytanie: kiedy bić brawo w filharmonii? 

Odpowiadam od razu: zawsze po zakończeniu całego utworu. Warto o tym pamiętać szczególnie, jeśli dana kompozycja składa się z kilku części, jak w przypadku koncertu albo symfonii. Bywa, że jedna część trwa i kilkanaście minut… Pomimo tego, brawa rozlegają się dopiero po wybrzmieniu ostatniej nuty. Zgoła odmienna etykieta panuje na koncertach jazzowych i to nie tylko w tematycznych klubach, ale także w salach filharmonicznych. Jazzmanów nagradza się po każdej „solówce”, pomimo że utwór trwa nadal. W tym wypadku brawa zazwyczaj są jednak krótkie.

Zdj. poniżej: pixabay.com.

Niewerbalne komunikaty artysty

Podczas koncertu w filharmonii warto przede wszystkim zwrócić uwagę na sposób gry artysty, na co zwróciła mi kiedyś uwagę Anna Miernik, pianistka, którą wiele razy zapowiadałem, m.in. w Sydney Opera House. Jeśli muzyk po wykonaniu pierwszej części danego utworu zastyga, zanurzony gdzieś głęboko w swojej interpretacji muzyki, jeżeli nie podejmuje kontaktu z publicznością, to wyraźny znak, aby od braw się powstrzymać. Podjęcie kontaktu wzrokowego ze słuchaczami czy uśmiech mogą sygnalizować z kolei coś zupełnie innego. W podobnej sytuacji trzeba więc szybko i sprawnie odczytywać niewerbalne komunikaty artysty. W większości wypadków od braw się jednak powstrzymamy. Jeśli nie jesteśmy pewni, czy je bić, czy nie — poczekajmy chwilę na reakcję bardziej doświadczonych melomanów.

Zdj. poniżej: pixabay.com.

W operze

Nieco inaczej bywa podczas spektakli operowych czy baletowych. Tutaj, podobnie jak na koncertach jazzowych, publiczność nierzadko nagradza artystów brawami za wybrane solowe wykonania. Owacje rozlegają się więc po jednym czy drugim tańcu albo arii, szczególnie jeśli ich wykonanie wyjątkowo przypadło do gustu publiczności albo jeśli to po prostu jakiś przebój. Wprawdzie brawa przerywają ciągłość spektaklu, ale zarówno śpiewacy, dyrygent, jak i muzycy mają to wkalkulowane w całość… Kłopotliwym dla wykonawców mogłoby się za to okazać domaganie się bisu w takim momencie, choć i takie rzeczy się zdarzały.

Na filmie widać, jak ogromne i długie owacje po przepięknej i boleśnie poruszającej arii „E lucevan le stelle” z opery „Tosca” Giacomo Pucciniego otrzymał wielki Luciano Pavarotti (Teatro dell’Opera w Rzymie, rok 2000).

A teraz oddajmy scenę artystce!

O komentarz do tematu, który poruszam dziś na blogu poprosiłem Patrycję Piekutowską — skrzypaczkę, która zagrała ponad 1000 koncertów w 40 krajach świata. Stowarzyszenie Ludwiga van Beethovena pisze o niej bezkompromisowo: „Należy do grona najwybitniejszych skrzypaczek w Europie”.

Brawa to zawsze wyraz docenienia artysty. Czasem podczas koncertu zdarza się, że ktoś zaczyna bić brawo w środku jakiegoś utworu, pomiędzy kolejnymi częściami. Czy to wybija muzyka z rytmu?

Bicie braw podczas koncertu w niedobrych momentach, czyli nie tam, gdzie trzeba, bardzo przeszkadza. Natomiast zawsze trzeba to dopasować do kontekstu miejsca. Jeżeli taka rzecz zdarza się w renomowanej sali koncertowej albo w kraju z dużymi tradycjami muzyki klasycznej — jest to zupełnie nie na miejscu. Nazwałabym to „wypadkiem przy pracy”. Jeśli chodzi o sam warsztat muzyka, to na taki nagły zryw braw jest bardzo prosta metoda na przykład w grze na skrzypcach. Wiele razy zdarzały mi się zresztą takie sytuacje podczas moich recitali w różnych miejscach na świecie. Wtedy zawsze zawieszam wysoko w powietrzu rękę ze smyczkiem i publiczność natychmiast rozumie, że to nie jest koniec. Zdarza się też, że w trakcie utworu jest szalenie emocjonujące zakończenie frazy, głośne, efektowne i w szybkim tempie i… ludzie nie wytrzymują, bijąc spontanicznie brawo.

Koncertowałaś w zasadzie na całym świecie. Gdzie publiczność oklaskuje artystów z największą powściągliwością, a gdzie wybuch braw rozlewa się jak wielki bezkresny ocean?

Twoje drugie pytanie pięknie wiąże się z pierwszym. Wszystko zależy od szerokości geograficznej i temperamentu danej nacji. Również jest to związane z tradycjami muzycznymi. Na pewno jeśli chodzi o powściągliwość, to my jesteśmy takim krajem. W Polsce zależy to od rodzaju publiczności. Ludzie biznesu zazwyczaj nie potrafią być spontaniczni i nie wiedzą czy wypada bić brawo z wigorem albo wstać do owacji. Natomiast na przykład w Ameryce Południowej czy na południu Europy reakcje są niezwykle żywe i szczere, pełne nagłych emocji. Zdarzało mi się, że w niektórych krajach dwukrotnie w trakcie jednego koncertu były stojące owacje. To wspaniałe przeżycie, ale musi być specyficzny temperament danej nacji.

Gdzie otrzymałaś największe owacje?

Będę to zawsze pamiętać. Najbardziej niezwykłe wspomnienie, jeśli chodzi o lawinę braw mam z Montevideo w Urugwaju. Zdarzyło się to,  gdy zagrałam zaplanowany, przećwiczony wcześniej z orkiestrą bis z Januszem Olejniczakiem w postaci Tanga La Cumparsita, Rodrigueza. To ikona muzyki urugwajskiej, tę melodię zna tam każdy. Było to takim zaskoczeniem dla publiczności, kiedy zaczęły się dosłownie pierwsze dźwięki, że brawa po prostu wyrwały się z ludzi, po czym szybko zamilkły, kiedy kontynuowaliśmy grę z całą orkiestrą. Na sali było prawie 2 tysiące ludzi. Kilka taktów przed końcem, a finał jest super efektowny, cała sala zaczęła bić brawo do rytmu, a potem to był już, jak powiedziałeś, bezkresny ocean braw. Mnie leciały łzy ze szczęścia, a Janusz — tego nie zapomnę — właściwie już nie siedział, tylko stał nad klawiaturą, nie mogąc powstrzymać emocji.

Nie samymi brawami artysta żyje…

Patrycja Piekutowska od zawsze łączy świat kultury i biznesu. Od kilku lat angażuje się w organizację pomocy charytatywnej dla szpitali dziecięcych, głównie Instytutu “Pomnik-Centrum Zdrowia Dziecka”, którego jest ambasadorem. Dzięki swoim działaniom do tej pory pozyskała ok. 4 mln zł. Głosami czytelników „Pulsu Biznesu” zajęła I miejsce w plebiscycie „Kobieta Biznesu 2020” w kategorii działalność społeczna. Artystka o swojej działalności opowiada w czasie różnych wystąpień motywacyjnych. Jedno z nich można zobaczyć poniżej.

Wojciech S. Wocław

*

Zdjęcie-okładka ilustrujące ten tekst zostało wykonane w Teatrze im. J. Słowackiego w Krakowie.

Menu