„Jeszcze“ mąż na urodzinach córki w towarzystwie nowego partnera prawie byłej żony

Otrzymałem list, którego autorka wraz z rodziną została zaproszona na urodziny siostrzenicy swojego męża. Siostra męża jest w trakcie rozwodu. Obecnie mieszka już z nowym partnerem. Na przyjęcie zaprosiła „jeszcze“ swojego męża oraz jego mamę, która wciąż jest jej teściową. Autorka listu nie utrzymuje kontaktu ze szwagierką. Nie doszło do żadnej kłótni, po prostu nie akceptuje jej wyboru.

Jak pisze, chce jednak postąpić w zgodzie z zasadami dobrego wychowania w sytuacji, którą określiła jako patową. Pyta, jak się zachować. Czy pójść na przyjęcie, przywitać się ze wszystkimi, normalnie rozmawiać? Na końcu listu dodaje, że w jej opinii wydarzenie w ogóle nie powinno się odbyć. Po pierwsze, ze względu na wciąż trwającą pandemię koronawirusa, a po drugie z powodu nierozstrzygniętych spraw rodzinnych.

To treść mojej odpowiedzi:

Opisuje Pani problem, który byłby trudny do pomyślenia kilkadziesiąt lat temu, a który dziś zdarza się i będzie się zdarzać. Swoją drogą, zacząłem się zastanawiać, jak wyglądałaby podobna sytuacja, gdyby żyła księżna Diana, rozwiedziony z nią wcześniej książę Karol byłby po ślubie z Kamilą i odbywałoby się przyjęcie z okazji ślubu księcia Williama albo urodziny wnuka. Czy dziadek Karol przyszedłby ze swoją żoną, przyszywaną babcią Kamilą, a babcia Diana z nowym partnerem? Tego już się nie dowiemy. W każdym razie czasy się zmieniają i stawiają przed nami nowe wyzwania.

Rozumiem, że nie akceptuje Pani zachowania szwagierki. Jeśli z tego powodu nie chciałaby Pani brać udziału w wydarzeniu, można by odpowiedzieć na zaproszenie podziękowaniami i jednocześnie poinformować, że z określonych względów nie będzie mogła Pani wziąć udziału w przyjęciu. Podałbym jakiś uniwersalny, ale wiarygodny powód, np. wcześniej zaplanowany wyjazd lub obecną sytuację, o której wspomina Pani zresztą w swoim liście. W tym drugim wypadku nasze wyjaśnienie nie powinno mieć jednak tonu upomnienia. Takie rozwiązanie sprawdzi się oczywiście w sytuacji, w której jeszcze Państwo nie potwierdzili udziału.

Za każdym razem, jeśli dochodzimy do wniosku, że nie będziemy czuć się w jakimś towarzystwie dobrze, lepiej do niego nie dołączać, niż potem psuć sobie nastrój, a swoim nastrojem – czas innym. Oczywiście odmawianie udziału w podobnych wydarzeniach może w finale doprowadzić do tego, że relacje się urwą i w przyszłości nie otrzyma już Pani zaproszenia.

Jeśli już Państwo potwierdzili udział, jeśli z jakiegoś powodu musi Pani pójść na to przyjęcie, to lepiej niczego nie manifestować. Witać się więc normalnie, ściskać dłoń, rozmawiać. Angielska królowa na spotkaniu z Donaldem Trumpem nie manifestuje swojej niechęci wobec niego, chociaż, jak podejrzewamy, raczej nie ma najlepszego zdania na temat jego stylu.

Jeśli dobrze rozumiem, zaproszenie tych wszystkich osób, które, jak Pani pisze, są „jeszcze“ mężem czy teściową jest dowodem, że stosunki pomiędzy Pani szwagierką a jej bliskimi są dobre, pomimo zmian, które niedługo zajdą. Osobiście widzę w tym wartość. Nasze życie układa się różnie i najczęściej proste oceny zdarzeń są dla nas krzywdzące. Rozwody bardzo często przebiegają, powiedzmy eufemistycznie, w burzliwej atmosferze. Jeśli Pani szwagierce udało się tego uniknąć, jeśli jej obecny partner potrafi udźwignąć (dla wielu osób zbyt wielki) ciężar spotkania z jej byłym mężem, to dopatruję się w tym jakiegoś kapitału.

Parafrazując pewną zasadę z dziedziny negocjacji, powiedziałbym, że w życiu warto podchodzić twardo wobec zasad, a miękko wobec ludzi. Co to znaczy? Warto kierować się twardymi zasadami i mieć stabilny fundament wartości. Te powinny stanowić dla nas kierunkowskaz i być pewnym ideałem, do spełnienia którego dążymy. Jednocześnie powinniśmy z pewną miękkością podchodzić do ludzi, również do siebie, pamiętając, że życie nie jest czarno-białe, tylko między tą bielą a czernią szeroką rozpięte.

Wciąż chyba jeszcze można znaleźć na Youtubie filmik, w którym Marek Kondrat opowiada o rozmowie Andrzeja Wajdy z Pawłem Edelmanem. Rzecz miała się zdarzyć na planie „Pana Tadeusza“. Reżyser z operatorem siedzieli na wzgórzu, z którego rozciągał się widok na konie, które miały brały udział w jednej ze scen. Wajda miał powiedzieć: „Popatrz Pawełku  jak te koniki ślicznie wyglądają, jak te czaka na ułanach pięknie lśnią. Te szabelki… Te piki… Pięknie jest. I wiesz co? Zaraz przyjdą aktorzy i wszystko nam zepsują“. Ile razy tak sobie myślimy, jak pięknie mogłoby być w życiu dookoła nas, gdyby wszystko działało w zgodzie z zasadami i jak często potrafimy to „popsuć“… My wszyscy. Ale tak już jest! I albo stworzymy sobie świat, w którym pięknie przedmioty będą stały na właściwych sobie miejscach, albo wpuścimy do niego ludzi, którzy nam ten porządek od czasu do czasu zburzą… Ale to będzie świat żywy.

Menu