Jak wyjechać na wakacje z przyjaciółmi i nie wrócić z wrogami?

Wojciech S. Wocław

Kilka razy wyjeżdżałem na wakacje z przyjaciółmi. Ba!, zdarzyło mi się nawet pojechać w większym gronie, wśród których byli moi przyjaciele i ich przyjaciele, których poznałem dopiero na wyjeździe. Nie dość, że wyjeżdżając na wakacje z przyjaciółmi, wracałem również z przyjaciółmi, a nie z wrogami, to jeszcze zdarzało mi się jechać z nieznajomymi, a wracać przynajmniej w poczuciu nowo zawiązanego koleżeństwa. „Jak więc wyjechać na wakacje z przyjaciółmi i powrócić z nich z przyjaciółmi?“ – zapytał mnie kiedyś ktoś. Po paru latach doświadczeń postanowiłem odpowiedzieć na to pytanie.

Margines wolności

Zdarza się, że jedziemy z przyjaciółmi, bo żyjemy w pojedynkę i na wakacje nie możemy wyjechać z partnerem lub partnerką albo rodziną. Wakacje z przyjacielem to więc z jednej strony gwarancja czasu spędzanego w dobrym towarzystwie, z drugiej – szansa na ograniczenie części kosztów. Sprawa prozaiczna, ale czasem kluczowa.

Taki „projekt“, choć zawiązuje pewną wspólnotę, nie daje jednak nikomu prawa do tego, by rościć sobie pretensje do czasu czy uwagi naszego wakacyjnego towarzysza. Jedziemy wprawdzie razem, ale jednocześnie każdy z nas w jakimś sensie podróżuje osobno. Bez solidnego marginesu wolności, który trzeba koniecznie wyrysować na tej karcie z pamiętnika naszych wakacji, żadna taka podróż się nie uda… Warto więc od początku założyć, że możemy nie spędzać całego czasu razem, że możemy nie zjeść wszystkich obiadów we własnym towarzystwie, że możemy nie spędzić każdego wieczoru w dwójkę, że na plażę możemy chadzać osobno, a na miejscu możemy się umawiać z nowo poznanymi ludźmi itd.

Złoty środek

I tu od razu jedno „ale“. Jeśli głównym powodem wspólnego wyjazdu były względy ekonomiczne, to założenie, że takie wakacje są wyłącznie dla nas sprawiłoby, że nasz kompan poczułby się potraktowany bardzo przedmiotowo. Miałby słuszne prawo nie tylko do tego, żeby czuć się z tym nie najlepiej, ale również żeby uczciwość takiej znajomości postawić pod dużym znakiem zapytania… A zatem, umożliwiając sobie wyjazd na wakacje dzięki udziałowi naszego przyjaciela, musimy założyć, że jakaś ich część będzie naprawdę wspólna: ze wspólnymi śniadaniami, wyjściami, wycieczkami itd. Może się tak okazać, choć wcale nie musi. Ostatecznie dwóch przyjaciół może być tak zgodnych co do tego, że na wyjeździe łączy ich wyłącznie ten sam pokój, koszty paliwa i ustalona pora odjazdu, że podobnych kwestii w ogóle nie będą brać pod uwagę.

Priorytety

Przed wyjazdem najlepiej porozmawiać o tym, co dla kogo stanowi priorytet. Dla jednej osoby może to być zwiedzanie, dla drugiej – spędzanie czasu na plaży. Wakacje, na których każdy chociaż przez jakąś ich część chodzi własnymi ścieżkami są oczywiście możliwe. Ustalenie takich założeń z wyprzedzeniem nie tylko wiele ułatwi, ale też zminimalizuje ryzyko rozczarowań. Planując wakacje można ustalić plan wspólnych i osobnych aktywności. To robimy razem, to osobno… Takiego planu nie wypełniałbym jednak po brzeg… Warto założyć, że na miejscu podejmiemy spontaniczne decyzje, na realizację których też trzeba mieć trochę przestrzeni.

Na tym etapie warto też porozmawiać o budżecie, który każda osoba planuje przeznaczyć na wyjazd. Dzięki temu o wiele łatwiej będzie wybierać hotel, transport, restauracje itd. Ułatwi nam to również spędzanie wspólnego czasu na miejscu, o czym więcej piszę w dalszej części.

Zasada wzajemności

Na wakacjach, podobnie jak w na co dzień, należy być asertywnym. Asertywność nie sprowadza się jedynie do umiejętności mówienia „nie“, jak mogłoby wynikać z obiegowych definicji. Asertywność to taka postawa w komunikacji, która zakłada, że ja jestem OK i druga strona komunikacji też jest w porządku. Na wakacjach z przyjaciółmi warto pamiętać o zasadzie wzajemności. Jeśli więc ktoś co rano wychodzi do sklepu po świeże pieczywo, to warto nie traktować tego, jako oczywistej oczywistości, tylko jakoś to odwzajemnić.

Znam ludzi, którzy to robią, ponieważ po prostu sprawia im to ogromną przyjemność. Lubią się budzić rano, uwielbiają poranki, kochają poranny zmęt w piekarni i zapach dopiero co wypieczonych bułek. Być może nawet nie przyjdzie im na myśl, żeby oczekiwać czegokolwiek w zamian. Jestem jednak przekonany, że będzie im niezwykle miło, jeśli raz czy drugi zastaną w hotelowym pokoju owoce albo ciastko do kawy. Chodzi o to, żeby wzajemnie o siebie dbać. Bez przesady, bez przekraczania granic, ale sygnalizując to drobnymi gestami.

Nie każdy może pozwolić sobie na to samo

Mówi się, że jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Finanse bywają powodem wielu problemów i konfliktów w relacjach. Dobrze o tym pamiętać jadąc na wspólne wakacje z kimś, z kim na co dzień nie łączy nas wspólny budżet. Po pierwsze, warto dostosować się do osoby, która może sobie pozwolić na mniej. Przynajmniej w jakiejś mierze. Zakładanie, że naszego towarzysza będzie stać na to samo, co nas jest błędne. Jak się zorientować? Zamiast od razu zachęcać na przykład do wyjścia do drogiej restauracji, lepiej zaproponować trzy miejsca o różnym poziomie cen. Internet pozwala dziś łatwo to sprawdzić. Wspólna dyskusja przyniesie szybką odpowiedź na pytanie, gdzie pójść. Dobrze też na początku wyjazdu przyjrzeć się zwyczajom drugiej osoby i spróbować zrozumieć jej priorytety.

Umiejetność wytworzenia atmosfery pewnej równości jest w tym wypadku kluczowa. Wyobraźmy sobie, że ktoś bardziej majętny wpada na pomysł, że skoro go stać, to będzie przez cały okres wyjazdu fundował drugiej osobie różne rozrywki. Ktoś powie, że to w porządku. Z całą pewnością hojne, nie da się ukryć. Musimy jednak zapytać, w jakiej sytuacji stawia to na dłuższą metę drugą stronę? W jakimś sensie ciągle przypomina jej o nierównym położeniu. Nie oznacza to oczywiście, że w czasie wspólnych wakacji nie można kogoś zaprosić na obiad czy wycieczkę. Ważne, żeby robić to z wyczuciem i ze świadomością położenia drugiej osoby.

Przejrzyste rozliczenia

Dbajmy o przejrzyste rozliczenia. Jeśli ktoś zapłacił za nasz obiad, bo akurat nie mieliśmy przy sobie portfela, nie zwlekajmy z uregulowaniem długu do ostatniego dnia wakacji. Rozliczmy się najpóźniej następnego dnia. Pamięć bywa ulotna. Jeśli ktoś założył za nas 28 zł, wręczmy komuś 30, żeby nasze rozliczenia nie zaczęły przypominać księgowości w banku. Oczywiście bez komentarza „reszty nie trzeba“. Ewentualnie, przy próbie wydawania reszty, krótko: „daj spokój, przy okazji“. 

Na jednym z wyjazdów w trzyosobowym gronie mieliśmy częściowo wspólny budżet. Przeznaczaliśmy go głównie na wspólne posiłki, bilety do muzeów, przejazdy i wieczorne wyjścia. Tworzyliśmy go spontanicznie, co drugi dzień, czasem codziennie. To wygodne rozwiązanie, ale stawia wszystkim pewne wymagania. Przede wszystkim dobrze się do siebie dostosować, na przykład w kontekście dań czy alkoholi, które się zamawia. Jeśli to niemożliwe, bo na przykład mamy ochotę na danie, którego cena daleko odbiega od wyboru pozostałych, dorzućmy różnicę do wspólnej kasy. W przypadku wspólnego budżetu znacznie lepiej polegać na zdrowym rozsądku niż aptekarskiej dokładności. Ma nam życie ułatwić, a nie utrudnić.

Przyjacielskie biuro podróży

Jeśli przyjaciel, z którym wyjeżdżamy wziął na siebie organizację całej wyprawy, zarezerwował bilety na samolot, opłacił hotel, zaplanował trasy wycieczek, to dobrze się jakoś zrewanżować. Nie traktujmy tego jako czegoś oczywistego. Zaproszenie na kolację lub butelkę wina to dobry pomysł. Można też po powrocie wręczyć komuś jakiś upominek. W obu przypadkach słowa podziękowania i docenienie czyjejś pracy będą najcenniejsze.

W trakcie przygotowań do wyprawy dopytajmy też naszego przyjaciela-„organizatora“, czy poniósł jakiekolwiek dodatkowe koszty, związane na przykład z przewalutowaniem jakichś opłat itd. Poinformujmy też kogoś, żeby wszelkie tego typu wydatki doliczał do kwoty, którą będziemy mu zwracać. Jeśli możemy wziąć na siebie jakieś obowiązki organizacyjne — zróbmy to.

Porządek

Wakacje to czas odpoczynku od pracy i okazja do zmiany codziennej rutyny, ale nie powód do zwolnienia hamulców i porzucenia standardów cywilizowanego życia. Jeśli dzielimy z kimś pokój i łazienkę, to w czasie wakacji być może będzie trzeba dbać o porządek nawet w większym stopniu niż na co dzień. Mam tu na myśli osoby, które na ogół żyją w „twórczym chaosie“. Ci, którzy co do zasady brudną bieliznę wrzucają do kosza z praniem, a ubrania, których nie używają odkładają do szafy, raczej nie będą musieli wykazywać dodatkowych starań. Nie chodzi tu o to, żeby udawać przed kimś kogoś, kim się nie jest, ale żeby nie kazać komuś żyć w stajni.

To, że przyjaciele znają przeróżne sekrety z naszego życia i że rozmawiamy z nimi również na tematy intymne nie oznacza, że nie będzie im przeszkadzać widok naszej zużytej bielizny. Na ogół to nie ten poziom intymności… A zatem porządek i jeszcze raz porządek. Odnosi się to również do odkładania rzeczy na miejsce czy zmywania po sobie naczyń.

Kiedy dzieli się wspólny pokój pewnym wyzwaniem jest to, gdy jedna osoba lubi chodzić spać później, a druga – wstaje wcześniej. Nikt nikomu nie będzie przecież kazał kłaść się spać i wstawać o ustalonej porze… Jeśli więc wracamy późno albo wstajemy wcześniej, to przede wszystkim ograniczmy wszelkie zabiegi wokół siebie do niezbędnego minimum. 

Nie nadużywaj czyjejś cierpliwości

„Czy mógłbyś mi kupić butelkę wody, jak pójdziesz do sklepu?“, „Kupisz bilety na pociąg?“, „Zrobisz mi trochę zdjęć na Instagram?“… Krótko mówiąc, pamiętajmy, że wszyscy przyjechali na wakacje, a nie do pracy przy kimś.

Żadnych założeń

Wyjeżdżając na wakacje z przyjaciółmi nie zakładajmy, że czują, żyją i patrzą na świat tak, jak my. Niech nas nie zwiodą lata znajomości i wszystkie przemiłe spotkania w ich domach czy kawiarniach, których liczbę trudno już dziś ustalić. Pomimo nawet długiego stażu przyjaźni słowo „drzewo“ w naszej głowie może wywoływać obraz brzozy, a w wyobraźni naszego przyjaciela – dębu. To dlatego margines wolności, o którym pisałem na początku jest tak ważny. Im zaś jesteśmy starsi – i my, i nasi przyjaciele – tym powinien być większy.  Proszę mi wierzyć, że na nim zapiszą się najpiękniejsze historie wakacji z przyjaciółmi.

Wojciech S. Wocław

Menu