Dlaczego strój do pracy nie powinien być seksowny?

Wojciech S. Wocław

Parę tygodni temu magazyn o modzie „trendimag“ zamieścił zdjęcie fińskiej premier, pani Sanny Marin, na którym szefowa rządu jest w marynarce, ale bez stanika. Pod tworzącymi głęboki dekolt połami marynarki widać jedynie naszyjnik i ciało prezes rady ministrów. Choć świat widział nie jedną taką fotografię, szczególnie w pismach modowych, to ta wywołała ogromną dyskusję. Internet podzielił się oczywiście na dwa obozy: tych, którzy panią premier skrytykowali – wyjaśniając, że nie wypada i tych, którzy ją poparli, publikując zdjęcia w podobnych stylizacjach.

Strój w biznesie lub polityce nie musi być uniformem. Może być kobiecy lub męski, ale nie powinien być seksowny. „Seksowny“ czyli działający podniecająco na kogoś albo podkreślający czyjąś atrakcyjność fizyczną. Wychodzimy z założenia, że profesjonaliści w życiu zawodowym sprzedają swoje produkty i usługi lub przekonują do swoich racji siłą argumentów i jakością swojej oferty, a nie oddziałując podniecająco na kogoś. To byłby rodzaj manipulacji. 

Językoznawca Aleksander Kiklewicz pisze o manipulacji: „polega na tym, że nadawca nie uwzględnia stanowiska czy też celów partnera komunikacyjnego lub zamierzeniem nadawcy jest oddziaływanie jedynie na emocje adresata – wbrew założeniu, iż ma to być interakcja racjonalna. W obu wypadkach nadawcy zależy nie na współpracy z adresatem lecz na jednokierunkowej impresji, preferowaniu własnych stanów, intencji i korzyści“*.

Błąd mężczyzn i kobiet

Seksownie, a więc niezgodnie z zasadami biznesowej etykiety ubierają się dziś do pracy nie tylko panie, ale i panowie. Część dobrze zbudowanych mężczyzn chętnie zwraca uwagę na swoje kształty m.in. obcisłymi t-shirtami, ciasno przylegającymi do ciała koszulami czy opinającymi męskie wypukłości materiałowymi spodniami-rurkami.

W zbytnim podkreślaniu walorów własnej fizyczności widzę raczej więcej krzykliwości niż dobrego smaku. To nic innego, jak domaganie się dodatkowej uwagi, co niewiele się różni od przekrzykiwania innych w rozmowie czy wchodzenia komuś w zdanie. Strój wyraża to w sposób niewerbalny.

Co komunikuje profesjonalista?

Profesjonalista — przynajmniej chcemy w to dziś wierzyć — to ktoś, kto zajmuje swoje stanowisko ze względu na własne kompetencje, wiedzę i wykształcenie, a nie przede wszystkim atrakcyjność fizyczną. Insynuowanie tego ostatniego jest bardzo krzywdzące, szczególnie wobec pań.

Profesjonalista nie daje swojemu klientowi, partnerowi w biznesie, pracownikowi, współpracownikowi lub, co gorsza, oponentowi możliwości nazywania siebie kimś „seksownym“, a w efekcie patrzenia na siebie przez pryzmat własnej cielesności. Oznaczałoby to zgodę na zaszufladkowanie siebie i znaczące obniżenie własnego prestiżu. Profesjonalista chce przedstawiać się jako osoba, która zna się na tym, co robi, jest świetnym specjalistą i która wzbudza zaufanie dzięki swoim wysokim kompetencjom.

Premier rządu

Wspomniana na początku tekstu sytuacja fińskiej premier była szczególna z jeszcze jednego powodu. Bohaterem jest szefowa rządu. Zdjęcie zostało wykonane w oficjalnej rezydencji Prezesa Rady Ministrów. Bycie premierem, podobnie jak wykonywanie obowiązków ministra, posła czy wojewody to nie praca, z której wychodzi się po 8 godzinach. To pełnienie urzędu, który reprezentuje dane państwo. Osoba, która zajmuje taki urząd nie działa we własnym imieniu, nie reprezentuje przede wszystkim siebie. Dlatego w swoich działaniach tym bardziej musi uwzględniać nie tylko swoje własne potrzeby i racje, ale interes grupy, którą reprezentuje.

Jaki powinien być więc strój do pracy?

Strój w życiu zawodowym to tło działań profesjonalisty, a nie coś, co ma tę działalność przesłonić. Po pierwsze, warto więc dopasować go do wykonywanego zawodu, stanowiska, branży lub firmy. Jeśli w miejscu, w którym pracujemy nie ma księgi dress code’u, możemy wziąć przykład z koleżanek i kolegów po fachu. Szczególnie z tych, których darzymy autorytetem. Po drugie, strój dopasowujemy do okazji. Mam tu na myśli sytuacje, kiedy reprezentujemy naszą firmę na jakiejś uroczystości. Po trzecie, warto stawiać na ubrania bardzo dobrej jakości, które gwarantują nie tylko komfort, ale i prestiż. Po czwarte, najlepiej swoją szafę do pracy oprzeć na klasyce, która jest elegancka, niezawodna i uniwersalna.

Strój jako konwencja

Nasz strój to część komunikacji niewerbalnej. Nie tylko strój coś o nas mówi, ale to również my poprzez swój strój komunikujemy coś światu. Paulina Zielińska, psycholog, specjalistka w dziedzinie komunikacji, komentuje sprawę w taki sposób: „Jest taki doskonały esej Richarda Sennetta pt. „Upadek człowieka publicznego”, w którym autor zwraca uwagę na silną potrzebę podkreślania indywidualizmu, odrębności u współczesnych ludzi. Konsekwencją tego jest niepokój, wynikający z braku wspólnej płaszczyzny porozumienia, jaką jest konwencja – bezosobowość i uniwersalność obecna w płaszczyźnie publicznej. Ta bezosobowość może wzbudzać opór u osób, które mają silną potrzebę podkreślania własnego, odrębnego Ja. Tymczasem trudno porozumieć się dwóm zupełnie odrębnym indywidualnościom, bo z założenia na pierwszym planie jest to, co nas różni, wyróżnia od siebie. Indywidualizm, osobista ekspresja przynależą do sfery prywatnej, osobistej. I na tym zdjęciu – wykonanym przecież w sferze publicznej – doszło do fatalnego przesunięcia – sfera prywatna (podkreślanie walorów kobiecości u tej pięknej pani) zdominowała sferę publiczną (jest urzędnikiem państwowym). To rodzi dezorientację, bo przestaję ją postrzegać jako polityka, widzę zmysłowość. Konwencja daje poczucie bezpieczeństwa“.

Wojciech S. Wocław

 

* A. Kiklewicz, Manipulacja i sugestia w strukturze funkcji pragmatycznej, [w:] Mechanizmy perswazji i manipulacji. Zagadnienia ogólne, red. G. Habrajska, Łask 2007. Cytuję za książką D. Korwin-Piotrowskiej pt. „Eutoryka. Rzecz o dobrej (roz)mowie“.

Menu